SUKCESY SZÓSTOKLASISTKI

Uczennica klasy 6b, Antonina Trzaskoma, chętnie i z powodzeniem bierze udział w różnych konkursach przedmiotowych. W dniu 3 czerwca 2015 r. zostały rozstrzygnięte dwa konkursy, w których Tosia uczestniczyła. W bibliotece Gimnazjum im. Żołnierzy Sybiru w Lubawce odbył się konkurs krasomówczy pod hasłem „Książka skazana na zapomnienie”. Okazało się, że wśród uczniów zakwalifikowanych do finału, Tosia była jedyną uczennicą ze szkoły podstawowej. Poziom konkursu był wysoki. Tosia wygłosiła znakomite przemówienie, zachęcając młodych słuchaczy do przeczytania powieści Kornela Makuszyńskiego pt. „Awantura o Basię”. Swym wystąpieniem zasłużyła na  wyróżnienie.

Ponadto tego dnia poinformowano szkołę, że Antonina Trzaskoma zdobyła II miejsce w konkursie literackim dla uczniów powiatu kamiennogórskiego pt. „Tak mogło być…, który został zorganizowany w Gimnazjum nr 1 w Kamiennej Górze.  Uczennica napisała ciekawą legendę pt. „O tkaczach śląskich i cudownej igle”, którą można przeczytać na naszej stronie.  Zachęcamy do lektury! 

Gratulujemy Tosi sukcesów!

 

 

Antonina Trzaskoma

„O tkaczach śląskich i cudownej igle”

            

           Dawno, dawno temu na zamku Chojnik rządził sprawiedliwy władca z wraz ze swoją żoną Elżbietą. Byli to monarchowie dobrzy i sprawiedliwi. Pewnego dnia kasztelan dostał list od samego Ludwika II z Piastów śląskich.  Książę zamierzał odwiedzić  swych znajomych. Na zamku zaczęły się gorączkowe przygotowania. Wszystkie komnaty zostały wysprzątane i wywietrzone, kuchnia wrzała od roboty.  W całym zamieszaniu kasztelanka Elżbieta kompletnie zapomniała o swojej garderobie. Po dogłębnych oględzinach stwierdziła, że nie ma co na siebie włożyć! Zebrała wszystkich krawców z całej okolicy, by ta najzdolniejsza grupa uszyła dla niej suknie na tę okazję. Nie mogła to być jednak byle jaka szata! Władczyni potrzebowała  stroju wytwornego, iście królewskiego, ze złotą nicią i brokatem.  Mimo wielkich wymagań Elżbieta zamiast jedwabiów i atłasów nosiła regionalny len z dodatkami uszytymi z materiałów od zagranicznych kupców. Dla szlachcianek była autorytetem mody, ponieważ ubierała się ponadczasowo, a jednak zachowywała w swych strojach tradycję…

Na prośbę kasztelanki zjawiło się na zamku aż dwanaście grup krawieckich. Na uszycie i zaprezentowanie sukni krawcy mieli tydzień. Elżbieta codziennie nadzorowała pracę każdego z nich. Uwagę  wielkiej pani zwróciła zagraniczna grupa. Prezentowała nieznany jej materiał i dodatki. Po upływie wyznaczonego czasu Elżbieta z zadowoleniem podziwiała efekty pracy tkaczy. Najbardziej podobały jej się cztery suknie, więc postanowiła je przymierzyć. Piękna, śnieżnobiała kreacja wyszywana złotą nicią i ozdobiona diamentami okazała się niewygodna i ciężka, zaś błękitna- kusząca wielobarwnymi haftami- miała zły krój, gdyż szata źle się układała. Z zaprezentowanych sukni tylko dwie były godne uwagi szlachcianki. Pierwsza- to suknia uszyta przez tkaczy z Kamiennej Góry, zaś drugą była szata owej zagraniczna grupa, która wzbudziła  ciekawość władczyni. Mimo wielkiego zaufania do kamiennogórskich rzemieślników, pani chciała sprawdzić, czy aby uszyli jej kreację nadającą się do chodzenia i tańczenia. Nie zawiodła się. Suknia była wygodna i ciepła, a przy tym- choć uszyta tradycyjną metodą-wyglądała nowocześnie i pięknie. Elżbieta sowicie sowicie zapłaciła tkaczom i wychwalała ich suknię. Ci jednak nie puszyli się i nie chodzili dumni jak pawie. Poważnie traktowali swą pracę.  Dolnośląscy krawcy słynęli w owych czasach z dokładności i pracowitości. Ludność ich rodzinnego miasteczka mówiła, że posiadają magiczne nici i igły, i potrafią złagodzić szorstkość regionalnego materiału, jakim był len.

Dni mijały,  termin przyjazdu ważnego gościa zbliżał się nieubłaganie. Elżbieta nie potrafiła zdecydować, która grupa krawców była lepsza, więc wymyślała coraz to nowsze zlecenia. Na początku zażyczyła sobie sukni we wszystkich kolorach tęczy. Krawcy dostali jeden dzień i jedną noc na wykonanie zadania.  Nazajutrz Elżbieta z miłym zaskoczeniem obserwowała przepiękne suknie. Tkacze z Kamiennej Góry uszyli błyszczącą kreację, która lśniła i zmieniała kolory w promieniach słońca. Zaś rzemieślnicy z Czech  zaprezentowali suknię zrobioną z kilkunastu warstw lekkiego jak piórko, różnokolorowego brokatu. Kiedy  szlachcianka się poruszała, delikatny materiał lekko falował, a tęczowe barwy jakby przechodziły jedna w drugą. Jednak Elżbieta dalej nie potrafiła podjąć decyzji, kto otrzyma popłatne zadanie. Zleciła więc uszycie nowych szat, które będą odzwierciedleniem dwóch różnych żywiołów. Jedna suknia miała być niby ogień, druga zaś jak wiatr. Krawcy mieli na to tylko jedną noc. Tym razem jednak Czesi nie mieli pomysłu, więc podkradli się pod drzwi komnaty kamiennogórzan, aby sprawdzić, na jaki koncept wpadli ich rywale. To, co zobaczyli, było zadziwiające. Jeden z krawców mówił coś cicho, trzymając w ręku igłę, potem puszczał ją, a ona… sama zszywała wycięte części materiału! Nagle spod igły wyleciał snop iskier. Gdy zaś zgasł, kreacja była gotowa. Piękna, błyszcząca suknia wyglądała tak, jakby ze wszystkich stron lizały ją żywe jęzory ognia. Taką samą metodą krawcy uszyli drugą szatę. Na początku krawiec ucałował niezwykłą igłę i wyszeptał: 

-Proszę, pomóż nam skończyć nasz projekt. Jesteś niezastąpiona. Wiesz, co robić.

Po chwili, tak jak wcześniej, upuścił igłę na materiał. Tym razem gotowa suknia była zwiewna, wyglądała niczym chmura utkana z wietrznego podmuchu.

Kiedy zmęczeni tkacze udali się na spoczynek, podstępni Czesi ukradli magiczną igłę. Jeden  z nich chwycił ją i warknął przez zęby:

- Masz dla nas  uszyć jeszcze piękniejsze suknie!

Nagle krzyknął, igła bowiem rozgrzała się i zostawiła czerwony ślad poparzenia na jego skórze. Jednak zaraz wzięła się do pracy i zgodnie z życzeniem wyczarowała równie piękne szaty.

Nazajutrz Elżbieta podziwiała cudowne suknie krawców.  Wielka pani  była już gotowa podjąć decyzję, gdy usłyszała potworny krzyk.

- Okrutni zazdrośnicy!- krzyknął krawiec z czeskiej grupy- Podarli naszą cudowną suknię! –jęczał, patrząc na swych rywali i jednocześnie chowając nóż do kieszeni.

Mimo że kamiennogórscy tkacze próbowali się bronić, o zniszczenie sukni wszyscy podejrzewali tylko ich. Kasztelanka mimo pewności o niewinności tkaczy wygnała ich            z Chojnika bez obiecanej zapłaty.

Całą sytuację obserwował sam Liczyrzepa, od którego kamiennogórzanie dostali  magiczną igłę za dobroć, jaką mu okazali, dając mu schronienie pewnej nocy, kiedy musiał opuścić swą górską siedzibę.

- Kasztelanka dobrze znała tkaczy z Kamiennej Góry, po cóż więc wymyśliła ten konkurs?- zastanawiał się, paląc starą  fajkę.

W przeddzień przyjazdu Ludwika III z Piastów, Elżbieta zażyczyła sobie,  aby naprawiono suknię, którą rzekomo pocięli tkacze śląscy z Kamiennej Góry.  Czesi znów wykorzystali magiczną igłę. Nie wiedzieli jednak o podstępie Liczyrzepy. Duch Gór przebrał się za jednego z gości i odwiedził krawców w ich komnacie.

- Ależ przepiękna suknia!- zawołał.- Jest dla kasztelanki Elżbiety?- spytał po chwili.

- Tak-odrzekli krawcy.

- Chcecie dać jej  taką wspaniałą suknię?!- krzyknął z udawanym zdziwieniem Liczyrzepa

Znów usłyszał potwierdzenie.

- Może uszyjcie byle jaką szatę, a tę suknię zabierzcie do swojego kraju i sprzedajcie ją za dwa razy większe pieniądze- powiedział przebiegle Duch Gór.

Był pewien, że krawcy skuszą się i przystaną na jego propozycję. Wiedział, że tej grupie nie chodzi o zadowolenie klienta, tylko i wyłącznie, o dużą zapłatę.  Nie zawiódł się.  Czesi  znów wykorzystali do pracy ukradzioną igłę. Tym razem Liczyrzepa sprawił, aby igła szyła niedokładnie  i plątała nici. Po pracy Czesi zanieśli suknię na zamek.  Gdy tylko Elżbieta wyszła z komnaty, by wystroić się w nowe szaty, nieuczciwi krawcy zabrali z szafy swoje wcześniejsze dzieła i zaraz uciekli. Suknia uszyta igłą  przeklętą przez Liczyrzepę okazała się strasznie niewygodna. Ponadto materiał darł się przy każdym ruchu. Dzień był chłodny, mimo to szlachcianka pociła się, jakby panował wielki upał. Nie chcąc narobić sobie wstydu, kasztelanka postanowiła wezwać do siebie krawców i zgłosić im swoje uwagi. Jednak nigdzie ich nie mogła znaleźć. Kiedy zaś  zajrzała do szafy w celu włożenia innej sukni, okazało się , że wszystkie zniknęły!

Elżbieta zaczęła podejrzewać o kradzież wszystkich z wyjątkiem  czeskich  krawców.  Kazała przeszukać cały zamek i to jak najszybciej! Wtem przed nią pojawił się Liczyrzepa.

- Cóż się stało, moje dziecko?- zapytał Duch Gór, pykając ze starej fajki.

- Ukradziono moje nowiusieńkie suknie! – krzyknęła z oburzeniem kasztelanka.-  Pomóż mi je odnaleźć, panie-powiedziała, schylając się w głębokim ukłonie.

- Moja droga, naprawdę nie wiesz, kto to zrobił?- zapytał Liczyrzepa ze szczerym zdziwieniem.- Złodziejami są twoi czescy krawcy! – dodał po chwili.

Kasztelanka była  oburzona postawą cudzoziemców i nakazała swym ludziom natychmiast ich wytropić i przyprowadzić  z powrotem na Chojnik. Słudzy Elżbiety zaraz wyruszyli konno w drogę, lecz nie mogli dogonić złodziei. Czesi byli sprytni, przebrali się za wędrownych artystów i zniknęli w tłumie. Liczyrzepie zrobiło się żal szlachcianki, postanowił sam zatrzymać grabieżców. Chciał przede wszystkim odzyskać swoją igłę.  W jednej chwili wiedział, gdzie są rabusie.  Szybciej niż światło znalazł się przy nich.

- Oddajcie, coście ukradli, albo rzucę na was klątwę, która będzie was dręczyć do końca życia!- zagrzmiał groźnie Duch Gór.

Wtem chmury zasłoniły słoneczne dotąd niebo. Zaczęła się gwałtowna ulewa, a porywisty, zimny niczym lód wiatr wiał złodziejom prosto w twarze i przewiercając ich ciała zimnem  aż do kości. Nie chcąc zamarznąć, Czesi zaczęli prosić Liczyrzepę o litość. Ten kazał im oddać ukradzione rzeczy,  z magiczną igłą włącznie. Strach nie pokonał jednak chciwości rabusiów. Oddali suknie i odjechali, myśląc, że stary Liczyrzepa nie zorientuje się, że nie odzyskał igły. Mylili się. Ich chciwość wzbudziła jeszcze większy gniew władcy gór.

-Jak śmiecie okradać  samego władcę Karkonoszy?! –zagrzmiał donośny głos Liczyrzepy.

-Ostrzegałem was. Moja klątwa będzie was prześladować do końca waszych dni-dodał i wraz z cudowną igłą zniknął w chmurze pyłu.

Ku radości kasztelanki suknie wróciły do niej na czas. Elżbieta przeprosiła tkaczy z Kamiennej Góry i suto ich wynagrodziła. Ponadto szlachcianka nakazała na tradycyjnym średniowiecznym proporcu umieścić informację o niezwykłym talencie kamiennogórskich krawców i ich wspaniałych wyrobach. Kreacja kasztelanki  zachwyciła zacnych gości. Już w trakcie uroczystości do krawców posypał się stos zleceń. Ubolewali nad stratą magicznej igły, jednak wiedzieli, że jeżeli się postarają, to uzyskają równie dobry efekt. Tymczasem Liczyrzepa znowu ich zaskoczył, oddając im igłę na wyłączność. Czarodziejski przedmiot znów był w rękach kamiennogórzan.  Tkacze byli bardzo dobrymi i uczciwymi ludźmi do końca życia i nigdy nie roztrwonili fortuny, którą zdobyli w młodości dzięki ciężkiej pracy. Natomiast dzięki proporcowi Elżbiety, który- jak się okazało wiele lat później- był pierwszą w Europie profesjonalną reklamą firmy krawieckiej, cieszyli się sławą nie tylko na Dolnym Śląsku, ale w całym kraju. Jeżeli zaś chodzi o złodziei, to do końca życia nie mogli znaleźć zajęcia i żyli w ubóstwie. Na starość męczyły ich choroby, nigdy już nie zaznali szczęścia.

Niezwykła igła Ducha Gór była przekazywana z pokolenia na pokolenie, aż w końcu została ukryta w lochach pod Kamienną Górą przez potomków skromnych i pracowitych śląskich tkaczy, o których do dziś krążą rozmaite legendy. Mimo upływu lat kolejne pokolenia wciąż pamiętają o tych, którzy rozsławili nasz region…